Zmierzch Południa

Echo Pierwszej Ery

Opowieść Talisa: dzień 5-7

Dzień piąty

Kolejny dzień prowadziłem żaglówkę przez wydmy. Cieszyłem się mając przyjaciółkę ze sobą. Popołudniem pogoda popsuła się, na horyzoncie zbliżała się burza piaskowa. W ostatniej chwili udało mi się doprowadzić łódź do skał, gdzie mogliśmy ją przeczekać. Mila zauważyła szyb studni, w którym mogliśmy się schronić. Szyb okazał się prowadzić do starożytnej konstrukcji. Był to otwór wentylacyjny na szczycie ukrytej w skale starożytnej wieży. Mila i dżala zostały na platformie, ja za to postanowiłem zwiedzić wnętrze konstrukcji.

golem.jpg

Wnętrze wieży miało kilka kondygnacji Na najniższej znajdował się wysoki prawie na dwa piętra starożytny golem. Był uśpiony. Znowu zobaczyłem widma dawnych czasów. Mężczyzna ubrany w szaty pośpiesznie uzbrajał wieżę. Wiedziałem, że za chwilę ma zdarzyć się coś złego. Wsadził kryształowe serce w tors golema. Powiedział, że ma zatrzymać każdego kto tu wejdzie. Każdego. Nikt nie mógł dostać tego, co kryje jej wnętrze.

Po burzy postanowiłem przeszukać wieżę w nadziei na znalezienie jakiś zapasów. Musiałem zejść na kondygnację, tuż nad tą, na której znajdował się golem. Znalazłem zapasy żywności (wysuszonych racji) oraz wodę. Hałas który zrobiłem zaalarmował golema.
Nie chciałem ryzykować walki ze starożytnym konstruktem, postanowiłem więc uciec z zapasami. Byłem jednak zbyt wolny. Wystrzelone przez golema orichalkowe ostrza trafiły w mój bark raniąc mnie boleśnie i zostawiając rozległą ranę. Udało mi się jednak wydostać.

Dzień szósty
Kolejnego dnia ponownie wyruszyliśmy w drogę. Pogoda nie rozpieszczała. W powietrzu było dużo piasku, który szarpał żagiel. Popołudniem dotarliśmy do Babaru, oazy o dwa dni drogi od Złotych Piasków. Postanowiliśmy zatrzymać się na obrzeżach oazy a kolejnego dnia kupić materiał na nowy żagiel. Wszyscy byli poddenerwowani. Podobno od dwóch dni nikt nie przybył od strony Złotych Piasków. Mój orichalkowy miecz i towarzystwo dżala ściągało dużo spojrzeń.
Dzień siódmy

Kolejnego dnia podczas zakupów spotkaliśmy Samisa. Nie mogłem uwierzyć, że widzę przyjaciela. Powiedział, że jego ojciec kazał mu opuścić miasto i czekać na niego w Babarze. Nie przybył jednak na umówione spotkanie mimo że minęło kilka dni. Namówiłem Samisa na powrót do miasta. Przystał licząc na to, że spotka się z ojcem i rodziną. To było wspaniale znowu widzieć twardo stąpającego po ziemi Samisa.

Comments

Warenhari Wasillissa

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.