Zmierzch Południa

Powrót do Złotych Piasków

Opowieść Talisa: dzień 7-9

Dzień siódmy

Kolejny dzień spędziliśmy w drodze. Karawana poruszała się dużo wolniej niż żaglówka. Pogoda nadal była nieprzychylna. Wiatr zawiewał piaskiem, a słońce przysłaniały grube pyliste chmury, co utrudniało nawigację. Odkryłem, że wiem gdzie jest słońce nawet kiedy jest przysłonięte. Zaskoczyło to Samisa, który przyglądał mi się podejrzliwie. Noc musieliśmy spędzić na wydmach, za to wieczorem na horyzoncie zauważyliśmy w oddali światła Złotych Piasków.

W nocy napadły nas trzy wygłodniałe duchy. Jeden ze strażników Samisa został ranny. Podczas walki znak słońca pojawił się na moim czole. Wzbudził niepokój u strażników.

Dzień ósmy

Rano Samis był wyraźnie nieswój kiedy na mnie spoglądał. Z jego ust usłyszałem znowu słowo anatema. Ostatecznie jednak nasza przyjaźń okazała się być silniejsza niż jego obawy. Popołudniem zobaczyliśmy mury Złotych Piasków.

Dzień dziewiąty

Zostawiłem przyjaciół i karawanę na wydmach, sam zaś rano wyruszyłem do Złotych Piasków. Już przed miastem dostrzegłem ślady szturmu i mnóstwo leżących martwych cała. Wokół ruin kręcili się nieumarli. Przekradłem się pomiędzy nich wchodząc do miasta.

golden-sands.jpg

Na rynku rozgrywał się makabryczny rytuał. Było tam kilkadziesiąt nieumarłych, a do słupów przywiązani byli ludzie, których okrutnie torturowano. Żołądek wywrócił mi się do góry nogami kiedy to zobaczyłem. Potem udałem się do posiadłości Samisa. Była opustoszała i spalona. W magazynach nieopodal dostrzegłem żywych ludzi. Kiedy wszedłem do środka budynku natrafiłem na grupę przerażonych mieszkańców. Okazało się, że zostali tu uwiezieni, a co jakiś czas niektórzy z nich byli zabierani i nigdy nie wracali. Kiedy rozmawialiśmy ktoś przyszedł po ludzi na dole. Zszedłem tam. Był tam taumaturg oraz nekromanta który prowadził grupę nieumarłych. Taumaturg chwycił jednego z mężczyzn i zaczął malować mu rytualne znaki na plecach. Zaatakowałem go chcąc przerwać rytuał. Śmiertelnie ugodziłem czarnoksiężnika, jednak zdążył wbić w swoją pierś rytualny sztylet. Ciało rozdarło się na pół a czarnoksiężnik zmienił się w zjawę. Kiedy opuszczała ciało powiedział Śmierć to dopiero początek. Zabrzmiało złowieszczo. Ja jednak miałem jeszcze nekromantę i tuzin nieumarłych. Ich liczba zaczęła się powiększać. Zjawa musiała zaalarmować pozostałe kręcące się po mieście.

Postanowiłem wyprowadzić ludzi z miasta. Osłaniałem ich ucieczką zatrzymując falę ścigających nas nieumarłych. Stojący na dachu budynku nekromanta użył zaklęcia, które otworzyło moją ranę. To był ten sam z którym walczyłem przy grobowcu. Powiedział: Trzeba było nie wracać. Kiedy już myślałem, że nie dam rady jakaś wewnętrzna siła obudziła się we mnie, tworząc słoneczną tarczę która odgrodziła mnie od nieumarłych i pozwoliła nam wydostać się poza mury.

Kiedy szliśmy przez pustynię ludzie spoglądali na mnie, jedni z podziwem inni z obawą. Jedna z kobiet, moja dawna sąsiadka zapytała mnie czemu nigdy nie powiedziałem, że jestem bogiem. Inna dziękowała mi za ocalenie. Kiedy spojrzałam na swoje dłonie i sylwetkę, cała otoczona była jakby słonecznym płomieniem. Wtedy zrozumiałem, że zostałem obdarzony błogosławieństwem, którym mogę pomóc ludziom. I nic już nie będzie takie jak dawniej. Niezwyciężone Słońce wybrał mnie abym stał się jego czempionem.

Ucieszyłem się kiedy zobaczyłem wychodzącą mi na przeciw Milę. Ona zdawała się traktować mnie jak dawniej. Razem dotarliśmy do obozu i Samisa.

Comments

Warenhari Wasillissa

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.