Zmierzch Południa

Dzień dziesiąty

Im dalej byliśmy od Złotych Piasków tym jaśniejsze było niebo i lepsza pogoda. Pojawił się również wiatr. Popołudniem dotarliśmy do wieży. Mila rozbiła obóz, a ja zszedłem na dół.

Początkowo zamierzałem tylko zabrać zapasy i wrócić. zebrałem orichalkowe igły, którymi zaatakował mnie ostatnim razem golem. Im dłużej jednak przebywałem wieży tym bardziej chciałem ja poznać, tym ważniejsza mi się wydawała. Była przepełniona esencją, uśpiona ale żywa.

Zejście na dół blokował mi jednak uśpiony golem. Przypomniałem sobie wizje jaką miałem kiedy byłem tu po raz ostatni. Złocisty kamień, który mężczyzna z przeszłości wkładał w korpus golema. Postanowiłem go spróbować wyciągnąć podczas walki liczyłem, że uda mi się wtedy konstrukt dezaktywować. Pierwszy atak okazał się być szczęśliwy, za to potem walka zaczęła się niebezpiecznie przedłużać. Udało mi się w końcu doczepić do korpusu golema, chwile później jego ręce jak kleszcze zamknęły mnie w klatce. Miałem tylko jedną szansę, wiec sięgnąłem po tkwiący w korpusie kamień. Wtedy zdarzyło się coś niespodziewanego.
Znalazłem się nagle w innym miejscu. Usłyszałem głos pytający Railaar, to ty?, zapytałem kim jest za to zamiast mojego pytania usłyszałem swoją odpowiedź Tak to ja Przede mną stał jasnowłosy chłopak. Znałem go, a przynajmniej jakaś cześć mnie zdawała się go znać. Zapytał czy to już koniec, czy może odejść. Powiedziałem, że tak, to koniec. Objął mnie na pożegnanie, przez chwilę trzymałem go w ramionach zanim zniknął.

Na podłodze leżał rozbity golem, a ja trzymałem w rękach złociste przypominający jajko kamień. Wtedy usłyszałem głos Płaczącej. Przeraziło mnie jak bezszelestna jest. Stała poziom wyżej, a potem bezszelestnie zeskoczyła. Usłyszałem głos Mili żebym uważał. Powiedziałem, że wszystko w porządku. Płacząca przyglądała mi się. Powiedziała, że Smok jest zły ponieważ zabiłem jego ulubionego czarnoksiężnika. Zrozumiałem, ze mówi o przywódcy armii nieumarłych. Nazwała się jego oczami. Powiedziała, że powinienem zrezygnować z planu uwolnienia Rawana, bo mi się to nie uda, a on umrze w cierpieniach. Kiedy nie chciałem zrezygnować zapytała mnie jak wiele jestem dla tego poświęcić i czy gotów byłbym za to umrzeć. Odpowiedziałem, że tak. Ona wtedy powiedziała, że może mnie zaprowadzić do kogoś kto mógłby mi pomóc. Brzmiało podejrzanie więc, odpowiedziałam, że dam sobie radę. Na czole Płaczącej pojawił się symbol pusty okrąg, który zaczął krwawić. Czułem, że jest w niej coś podobnego do mnie, a zarazem zupełnie odmiennego.

mensa.jpg

Powiedziała mi, że jestem za słaby i powinienem zrezygnować, że nie jestem w stanie obronić nawet Mili. Zaproponował mi wyścig, żeby. Mam ja dogonić i zatrzymać zanim dotrze i skrzywi Milę. Kiedy skończyła odliczanie, ruszyłem za nią. Była szybsza. Garść rzuconych za nią orichalkowych igieł spowolniła ja na chwilę, ale niedostatecznie. Byłem zbyt wolny. Wiedziałem, że muszę wymyślić inny sposób. Desperacko zacząłem ją zaczepiać, licząc, że wytracę ją ze skupienia. Udało się. Zatrzymała się, a ja dołączyłem do niej. Złapałem się na tym, że w dziwny sposób ją lubię, mimo, że pracuje dla mojego wroga i jest bezwzględna. Poza tym jest kobieca, przerażająca czasem ale kobieca. Poprosiłem ją żeby nie zdradziła Smokowi, że szukam Rowana. Powiedziała, że na razie tego nie zrobi. Uwierzyłem jej, podobnie jak byłem pewny, ze kiedy przyjdzie czas jest gotowa mnie zasztyletować bez litości. To była dziwna myśl. Niebezpieczny sprzymierzeniec, ale sprzymierzeniec. Płacząca wskoczyła z wieży równie zwinnie jak się dostała. Usłyszałem jeszcze zaskoczony głos Mili i Płacząca zniknęła.

Kiedy wyszedłem na górę Mila zaczęła wypytywać mnie o Płaczącą. Wyglądało prawie jakby była zła lub zazdrosna. Kiedy trzymałem ją w objęciach przypominało mi się uczucie które miałem trzymając w ramionach jasnowłosego młodzieńca z wizji. Było takie podobne.
Zeszliśmy po zapasy, a ja oprowadziłem Milę po wieży. Dobrze było mieć przyjaciółkę z którą można było się dzielić myślami i obawami. Kiedy Mila usnęła zeszyłem na dół. Za ciałem znajdowały się drzwi, które prowadziły kondygnacje niżej. Dalej znajdowały się drzwi, zasłonięte kurtyna czystej esencji. Kiedy przechodziłem przez nie wyczułem opór, ale siła mojej esencji pozwoliła mi przejść.

To było serce całej wieży, idealnie harmonijna mensa, najpiękniejsze miejsce jakie kiedykolwiek widziałem. Usiadłem tam pogrążając się w medytacji moja esencja łączyła się z esencja tego miejsca. Tak jakby się dostrajały. Spędziłem tam parę godzin, choć zupełnie nie czułem zmęczenia. Czułem za to całą wieżę, każdy jej element i mechanizm. Zrozumiałem, że wieża jest potężnym solarnym działem, teraz uśpionym, za to mogłem go wybudzić.
Poczułem, że Mila się wybudziła i zeszła na dół szukając mnie.Uchyliłem magiczną kurtynę pozwalając jej wejść. Było koło północy. Pozwoliłem Mili pozachwycać się tym miejscem, a potem oboje wróciliśmy na górę. Potrzebowałem odpoczynku i czasu na przemyślenie co dalej.

Comments

Warenhari Wasillissa

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.