Zmierzch Południa

Dziedzictwo
Opowieść Talisa - dzień 10
Dzień dziesiąty

Im dalej byliśmy od Złotych Piasków tym jaśniejsze było niebo i lepsza pogoda. Pojawił się również wiatr. Popołudniem dotarliśmy do wieży. Mila rozbiła obóz, a ja zszedłem na dół.

Początkowo zamierzałem tylko zabrać zapasy i wrócić. zebrałem orichalkowe igły, którymi zaatakował mnie ostatnim razem golem. Im dłużej jednak przebywałem wieży tym bardziej chciałem ja poznać, tym ważniejsza mi się wydawała. Była przepełniona esencją, uśpiona ale żywa.

Zejście na dół blokował mi jednak uśpiony golem. Przypomniałem sobie wizje jaką miałem kiedy byłem tu po raz ostatni. Złocisty kamień, który mężczyzna z przeszłości wkładał w korpus golema. Postanowiłem go spróbować wyciągnąć podczas walki liczyłem, że uda mi się wtedy konstrukt dezaktywować. Pierwszy atak okazał się być szczęśliwy, za to potem walka zaczęła się niebezpiecznie przedłużać. Udało mi się w końcu doczepić do korpusu golema, chwile później jego ręce jak kleszcze zamknęły mnie w klatce. Miałem tylko jedną szansę, wiec sięgnąłem po tkwiący w korpusie kamień. Wtedy zdarzyło się coś niespodziewanego.
Znalazłem się nagle w innym miejscu. Usłyszałem głos pytający Railaar, to ty?, zapytałem kim jest za to zamiast mojego pytania usłyszałem swoją odpowiedź Tak to ja Przede mną stał jasnowłosy chłopak. Znałem go, a przynajmniej jakaś cześć mnie zdawała się go znać. Zapytał czy to już koniec, czy może odejść. Powiedziałem, że tak, to koniec. Objął mnie na pożegnanie, przez chwilę trzymałem go w ramionach zanim zniknął.

Na podłodze leżał rozbity golem, a ja trzymałem w rękach złociste przypominający jajko kamień. Wtedy usłyszałem głos Płaczącej. Przeraziło mnie jak bezszelestna jest. Stała poziom wyżej, a potem bezszelestnie zeskoczyła. Usłyszałem głos Mili żebym uważał. Powiedziałem, że wszystko w porządku. Płacząca przyglądała mi się. Powiedziała, że Smok jest zły ponieważ zabiłem jego ulubionego czarnoksiężnika. Zrozumiałem, ze mówi o przywódcy armii nieumarłych. Nazwała się jego oczami. Powiedziała, że powinienem zrezygnować z planu uwolnienia Rawana, bo mi się to nie uda, a on umrze w cierpieniach. Kiedy nie chciałem zrezygnować zapytała mnie jak wiele jestem dla tego poświęcić i czy gotów byłbym za to umrzeć. Odpowiedziałem, że tak. Ona wtedy powiedziała, że może mnie zaprowadzić do kogoś kto mógłby mi pomóc. Brzmiało podejrzanie więc, odpowiedziałam, że dam sobie radę. Na czole Płaczącej pojawił się symbol pusty okrąg, który zaczął krwawić. Czułem, że jest w niej coś podobnego do mnie, a zarazem zupełnie odmiennego.

mensa.jpg

Powiedziała mi, że jestem za słaby i powinienem zrezygnować, że nie jestem w stanie obronić nawet Mili. Zaproponował mi wyścig, żeby. Mam ja dogonić i zatrzymać zanim dotrze i skrzywi Milę. Kiedy skończyła odliczanie, ruszyłem za nią. Była szybsza. Garść rzuconych za nią orichalkowych igieł spowolniła ja na chwilę, ale niedostatecznie. Byłem zbyt wolny. Wiedziałem, że muszę wymyślić inny sposób. Desperacko zacząłem ją zaczepiać, licząc, że wytracę ją ze skupienia. Udało się. Zatrzymała się, a ja dołączyłem do niej. Złapałem się na tym, że w dziwny sposób ją lubię, mimo, że pracuje dla mojego wroga i jest bezwzględna. Poza tym jest kobieca, przerażająca czasem ale kobieca. Poprosiłem ją żeby nie zdradziła Smokowi, że szukam Rowana. Powiedziała, że na razie tego nie zrobi. Uwierzyłem jej, podobnie jak byłem pewny, ze kiedy przyjdzie czas jest gotowa mnie zasztyletować bez litości. To była dziwna myśl. Niebezpieczny sprzymierzeniec, ale sprzymierzeniec. Płacząca wskoczyła z wieży równie zwinnie jak się dostała. Usłyszałem jeszcze zaskoczony głos Mili i Płacząca zniknęła.

Kiedy wyszedłem na górę Mila zaczęła wypytywać mnie o Płaczącą. Wyglądało prawie jakby była zła lub zazdrosna. Kiedy trzymałem ją w objęciach przypominało mi się uczucie które miałem trzymając w ramionach jasnowłosego młodzieńca z wizji. Było takie podobne.
Zeszliśmy po zapasy, a ja oprowadziłem Milę po wieży. Dobrze było mieć przyjaciółkę z którą można było się dzielić myślami i obawami. Kiedy Mila usnęła zeszyłem na dół. Za ciałem znajdowały się drzwi, które prowadziły kondygnacje niżej. Dalej znajdowały się drzwi, zasłonięte kurtyna czystej esencji. Kiedy przechodziłem przez nie wyczułem opór, ale siła mojej esencji pozwoliła mi przejść.

To było serce całej wieży, idealnie harmonijna mensa, najpiękniejsze miejsce jakie kiedykolwiek widziałem. Usiadłem tam pogrążając się w medytacji moja esencja łączyła się z esencja tego miejsca. Tak jakby się dostrajały. Spędziłem tam parę godzin, choć zupełnie nie czułem zmęczenia. Czułem za to całą wieżę, każdy jej element i mechanizm. Zrozumiałem, że wieża jest potężnym solarnym działem, teraz uśpionym, za to mogłem go wybudzić.
Poczułem, że Mila się wybudziła i zeszła na dół szukając mnie.Uchyliłem magiczną kurtynę pozwalając jej wejść. Było koło północy. Pozwoliłem Mili pozachwycać się tym miejscem, a potem oboje wróciliśmy na górę. Potrzebowałem odpoczynku i czasu na przemyślenie co dalej.

View
Rozdroża
Opowieść Talisa: dzień 9-10
Dzień dziewiąty, wieczór
ghost.jpg

Wieczór spędziłem w samotności. Miałem wiele do przemyślenia. Kiedy zachodziło słońce miałem wrażenie, że nie jestem sam. Na początku sądziłem, że Płacząca o świcie podkradła się znowu do obozu. Tym razem było to jednak coś innego. Instynktownie spaliłem okruch swojej esencji, a moje oczy zaczęły dostrzegać to co zazwyczaj jest ukryte. W świetle zachodzącego słońca zobaczyłem sylwetkę Amayi, usłyszałem również jej głos wymawiający moje imię. Była duchem. Była przerażona i samotna. Powiedziała mi, że po mojej ucieczce za mury, nekromanci wymordowali wszystkich pozostałych więźniów. Poczułem się winny. Zjawiła się Mila. Zapytała z kim rozmawiam. Ona nie widziała Amayi, powiedziałem, żeby dała mi chwilę. Odeszła obrażona. Amaya powiedziała, że przywódca armii nieumarłych zabrał Rawana i innych silnych mężczyzn gdzieś na południe.

Wróciłem do MIli, przeprosiłem ją za moje zachowanie i wyjaśniłem co się stało. Powiedziałem jej o Amayi, Rawanie i moim zamiarze ruszenia za armią nieumarłych. Moja przyjaciółka powiedziała, że wyruszy ze mną.

Noc była pełna snów. W dłoniach ściskałem znaleziony w ruinach amulet. Śniłem o różnych miejscach. Innych czasach. O złotych piaskach kiedy nie były jeszcze Złotymi Piaskami, o innym wielkim mieście na południu, w którym rozpoznałem Milczące Miasto, które kiedyś odwiedziliśmy. Wtedy jednak było pełne ludzi. O wieżach, wielu wieżach podobnych do tej w której widziałem golema, wtedy jeszcze sterczących na powierzchni, strzegących okolicy. Przebudziła mnie dopiero Mila.

Dzień dziesiaty, poranek

Przed wyruszeniem chciałem porozmawiać z Salisem. poprosiłem go, żeby zaopiekował się ludźmi i dżala. Kiedy opowiedziałem mu o tym co wydarzyło się w mieście, nie chciał mi uwierzyć, potem był na mnie wściekły z żalu nad stratą rodziny i bezsilnością. Raz jeszcze udało mi się pogodzić z przyjacielem. Ciężko mi było na sercu widząc jak moja przemiana oddala nas od siebie. Nie rozumiał tego co się ze mną dzieje. A ja chciałem, żeby widział we mnie dawnego Talisa.

Rozstaliśmy się w przyjaźni. On i ludzie ruszyli do Babaru. Na pożegnanie wyściskałem wszystkie dżala. Trudno było się z nimi rozstać. Ja i Mila ruszyliśmy w naszą dalszą podróż.Do Milczącego Miasta. Choć najpierw do starożytnej wieży po zapasy.

View
Powrót do Złotych Piasków
Opowieść Talisa: dzień 7-9
Dzień siódmy

Kolejny dzień spędziliśmy w drodze. Karawana poruszała się dużo wolniej niż żaglówka. Pogoda nadal była nieprzychylna. Wiatr zawiewał piaskiem, a słońce przysłaniały grube pyliste chmury, co utrudniało nawigację. Odkryłem, że wiem gdzie jest słońce nawet kiedy jest przysłonięte. Zaskoczyło to Samisa, który przyglądał mi się podejrzliwie. Noc musieliśmy spędzić na wydmach, za to wieczorem na horyzoncie zauważyliśmy w oddali światła Złotych Piasków.

W nocy napadły nas trzy wygłodniałe duchy. Jeden ze strażników Samisa został ranny. Podczas walki znak słońca pojawił się na moim czole. Wzbudził niepokój u strażników.

Dzień ósmy

Rano Samis był wyraźnie nieswój kiedy na mnie spoglądał. Z jego ust usłyszałem znowu słowo anatema. Ostatecznie jednak nasza przyjaźń okazała się być silniejsza niż jego obawy. Popołudniem zobaczyliśmy mury Złotych Piasków.

Dzień dziewiąty

Zostawiłem przyjaciół i karawanę na wydmach, sam zaś rano wyruszyłem do Złotych Piasków. Już przed miastem dostrzegłem ślady szturmu i mnóstwo leżących martwych cała. Wokół ruin kręcili się nieumarli. Przekradłem się pomiędzy nich wchodząc do miasta.

golden-sands.jpg

Na rynku rozgrywał się makabryczny rytuał. Było tam kilkadziesiąt nieumarłych, a do słupów przywiązani byli ludzie, których okrutnie torturowano. Żołądek wywrócił mi się do góry nogami kiedy to zobaczyłem. Potem udałem się do posiadłości Samisa. Była opustoszała i spalona. W magazynach nieopodal dostrzegłem żywych ludzi. Kiedy wszedłem do środka budynku natrafiłem na grupę przerażonych mieszkańców. Okazało się, że zostali tu uwiezieni, a co jakiś czas niektórzy z nich byli zabierani i nigdy nie wracali. Kiedy rozmawialiśmy ktoś przyszedł po ludzi na dole. Zszedłem tam. Był tam taumaturg oraz nekromanta który prowadził grupę nieumarłych. Taumaturg chwycił jednego z mężczyzn i zaczął malować mu rytualne znaki na plecach. Zaatakowałem go chcąc przerwać rytuał. Śmiertelnie ugodziłem czarnoksiężnika, jednak zdążył wbić w swoją pierś rytualny sztylet. Ciało rozdarło się na pół a czarnoksiężnik zmienił się w zjawę. Kiedy opuszczała ciało powiedział Śmierć to dopiero początek. Zabrzmiało złowieszczo. Ja jednak miałem jeszcze nekromantę i tuzin nieumarłych. Ich liczba zaczęła się powiększać. Zjawa musiała zaalarmować pozostałe kręcące się po mieście.

Postanowiłem wyprowadzić ludzi z miasta. Osłaniałem ich ucieczką zatrzymując falę ścigających nas nieumarłych. Stojący na dachu budynku nekromanta użył zaklęcia, które otworzyło moją ranę. To był ten sam z którym walczyłem przy grobowcu. Powiedział: Trzeba było nie wracać. Kiedy już myślałem, że nie dam rady jakaś wewnętrzna siła obudziła się we mnie, tworząc słoneczną tarczę która odgrodziła mnie od nieumarłych i pozwoliła nam wydostać się poza mury.

Kiedy szliśmy przez pustynię ludzie spoglądali na mnie, jedni z podziwem inni z obawą. Jedna z kobiet, moja dawna sąsiadka zapytała mnie czemu nigdy nie powiedziałem, że jestem bogiem. Inna dziękowała mi za ocalenie. Kiedy spojrzałam na swoje dłonie i sylwetkę, cała otoczona była jakby słonecznym płomieniem. Wtedy zrozumiałem, że zostałem obdarzony błogosławieństwem, którym mogę pomóc ludziom. I nic już nie będzie takie jak dawniej. Niezwyciężone Słońce wybrał mnie abym stał się jego czempionem.

Ucieszyłem się kiedy zobaczyłem wychodzącą mi na przeciw Milę. Ona zdawała się traktować mnie jak dawniej. Razem dotarliśmy do obozu i Samisa.

View
Echo Pierwszej Ery
Opowieść Talisa: dzień 5-7
Dzień piąty

Kolejny dzień prowadziłem żaglówkę przez wydmy. Cieszyłem się mając przyjaciółkę ze sobą. Popołudniem pogoda popsuła się, na horyzoncie zbliżała się burza piaskowa. W ostatniej chwili udało mi się doprowadzić łódź do skał, gdzie mogliśmy ją przeczekać. Mila zauważyła szyb studni, w którym mogliśmy się schronić. Szyb okazał się prowadzić do starożytnej konstrukcji. Był to otwór wentylacyjny na szczycie ukrytej w skale starożytnej wieży. Mila i dżala zostały na platformie, ja za to postanowiłem zwiedzić wnętrze konstrukcji.

golem.jpg

Wnętrze wieży miało kilka kondygnacji Na najniższej znajdował się wysoki prawie na dwa piętra starożytny golem. Był uśpiony. Znowu zobaczyłem widma dawnych czasów. Mężczyzna ubrany w szaty pośpiesznie uzbrajał wieżę. Wiedziałem, że za chwilę ma zdarzyć się coś złego. Wsadził kryształowe serce w tors golema. Powiedział, że ma zatrzymać każdego kto tu wejdzie. Każdego. Nikt nie mógł dostać tego, co kryje jej wnętrze.

Po burzy postanowiłem przeszukać wieżę w nadziei na znalezienie jakiś zapasów. Musiałem zejść na kondygnację, tuż nad tą, na której znajdował się golem. Znalazłem zapasy żywności (wysuszonych racji) oraz wodę. Hałas który zrobiłem zaalarmował golema.
Nie chciałem ryzykować walki ze starożytnym konstruktem, postanowiłem więc uciec z zapasami. Byłem jednak zbyt wolny. Wystrzelone przez golema orichalkowe ostrza trafiły w mój bark raniąc mnie boleśnie i zostawiając rozległą ranę. Udało mi się jednak wydostać.

Dzień szósty
Kolejnego dnia ponownie wyruszyliśmy w drogę. Pogoda nie rozpieszczała. W powietrzu było dużo piasku, który szarpał żagiel. Popołudniem dotarliśmy do Babaru, oazy o dwa dni drogi od Złotych Piasków. Postanowiliśmy zatrzymać się na obrzeżach oazy a kolejnego dnia kupić materiał na nowy żagiel. Wszyscy byli poddenerwowani. Podobno od dwóch dni nikt nie przybył od strony Złotych Piasków. Mój orichalkowy miecz i towarzystwo dżala ściągało dużo spojrzeń.
Dzień siódmy

Kolejnego dnia podczas zakupów spotkaliśmy Samisa. Nie mogłem uwierzyć, że widzę przyjaciela. Powiedział, że jego ojciec kazał mu opuścić miasto i czekać na niego w Babarze. Nie przybył jednak na umówione spotkanie mimo że minęło kilka dni. Namówiłem Samisa na powrót do miasta. Przystał licząc na to, że spotka się z ojcem i rodziną. To było wspaniale znowu widzieć twardo stąpającego po ziemi Samisa.

View
Nocny cień
Opowieść Talisa: dzień 2-5
Dzień drugi – popołudnie i noc

Popołudnie spędziłem na naprawie żaglówki, a dżala zbierały resztki zapasów. Odkryłem, że wszystkie poza chłopakiem o imieniu Ataj są nieme. W śród nich była dziewczyna dżala, pozbawiona rąk, o miłym uśmiechy, która towarzyszyłam mi przez cały dzień. Kiedy zasypiałemi inna dżala przykryła mnie pledem. Były miłe i pomocne.

she.jpg

W nocy przebudziłem się zaniepokojony. Nie dostrzegłem jednak nic poza wiatrem szalejącym pomiędzy skałami. Rankiem kiedy zbieraliśmy się odkryłem, że ktoś przeciął rzemienie, którymi przymocowałem żagle. Przed wyruszeniem musiałem je jeszcze naprawić.
Dzień trzeci

Cały dzień spędziliśmy w drodze. Niestety straciłem trop Mili i musieliśmy kierować się na azymut w stronie Charoscuro. Noc spędziliśmy w niewielkiej oazie. W nocy znowu obudziłem się z przeczuciem, że jest coś nie tak. Tym razem nie dałem za wygrana. Zostawiłem śpiące dżala i wybrałem się na poszukiwania intruza. Nie myliłem się, pośród skał napotkałem tajemniczą bladą dziewczynę. Przyznała, że to ona przecięła rzemienie. Nie chciała wyjaśnić czemu, powiedziała tylko, że chciała mi się przyjrzeć. Była bardzo nieufna i cały czas starała się wyglądać groźnie. Dała się jednak wciągnąć w rozmowę. Opowiedziałem jej o moich przyjaciołach. Powiedziała, że musiałem mieć szczęśliwe dzieciństwo. Czułem, że ta dziewczyna ukrywa jakąś smutną historię. Zrobiło mi się jej żal. Przedstawiła się jako Ta, która płakała o świcie. Smutne imię dla smutnej dziewczyny – pomyślałem. Zdawała się być zdziwiona tym, że nie chciałem z nią walczyć. Nazwała mnie niegroźnym. Z jej słów wynikało, że jest w drodze do Złotych Piasków. Pożegnaliśmy się mówią sobie Do zobaczenia. Czułem, że pod tymi słowami kryje się coś czego nie rozumiem. Pomyślałem również, że mógłbym polubić tą smutną, nieszczęśliwą dziewczynę, gdyby dała mi szansę.

Mila.jpg

Dzień czwarty

Kolejnego dnia wyruszyliśmy w dalsza drogę. Los się do mnie uśmiechnął ponieważ natrafiłem na ślad handlarzy niewolników. Po zmierzchu dotarliśmy do oazy gdzie bandyci rozbili obozowisko. Zostawiłem żaglówkę i dżala za wydmą, a sam podszedłem do obozu. Obóz był duży. Ze skały dostrzegłem namiot w którym była ukryta Mila. Podkradłem się do namiotu. Mila była przykuta łańcuchem do ziemi. Nie mogła uwierzyć, że żyję i się uwolniłem. Z pomocą obudzonej we mnie słonecznej esencji udało mi się otworzyć zamek. Szczęk metalu obudził jednak strażników. Mila miał skręconą nogę, wiec musiałem nieść ją na plecach. Udało się jednak uciec przed pościgiem i dotrzeć do żaglówki na której siedziały dżala. Mila była wolna. W obozie opatrzyłem jej skręcona kostkę. Cudownie było mieć znowu przyjaciółkę obok siebie.

Dzień piąty

Nad ranem pogoń nas znalazła. Poleciłem Mili i dżala pakować żaglówkę, a sam zatrzymałem dwóch bandytów, którzy dotarli do nas pierwszi. Pokonałem ich w walce. Kiedy pośpiesznie odpływaliśmy, wściekły bandyta krzyknął za mną, że Zapłacę za to. Nie zwracałem uwagi na jego słowa, chciałem zabrać Milę i dżala jak najdalej stąd, zanim przybędzie reszta. Uciekając zgubiliśmy zapasy żywności.

View
Na tropie Mili
Opowieść Talisa: dzień 1-2

3977049-8697233968-13858.jpg

Dzień pierwszy – popołudnie

Po naprawieniu żaglowca ruszyłem na poszukiwania Mili. W oddali dostrzegłem wystające z wydmy deski. Kiedy tam się zbliżyłem napadły mnie dwie wygłodniałe płaszczki. Z rozbitych skrzyń udało mi się odzyskać trochę suchych zapasów.
Potem postanowiłem sprawdzić pobliskie oazy. W najbliższej nie znalazłem śladu po Mili, za to kiedy wieczorem dotarłem do kolejnej, natrafiłem na ślad niedawnego obozowania dość dużej grupy ludzi. Niedaleko źródła zauważyłem rozsypane na ziemi kolorowe koraliki Mili.

Dzień drugi.

Następnego ranka podjąłem znaleziony trop. W skałach położonych około godziny od oazy natrafiłem na ślad napadu nieumarłych. Tuzin nadal kręciło się po okolicy. Po oczyszczeniu okolicy z zombi, z ulgą stwierdziłem, że pośród ciał zabitych nie było Mili.

Popołudniem zauważyłem dużą karawanę wychodząca od strony Złotych Piasków. Była liczna, ludzie nieśli coś co wyglądało jak skrzynie lub lektyki.
W przeciwnym kierunku dostrzegłem skały, które mogły być miejscem do obozowania. Postanowiłem się udać w ich kierunku. Najdalej dzień temu było tu duże obozowisko. Kiedy wszedłem pomiędzy skały zaatakowały mnie trzy pustynne psy. To była wyczerpująca walka. Mimo ran udało mi się je jednak pokonać.

W obozie znalazłem klatkę z porzuconymi przez handlarzy niewolników, okaleczonymi dżala. Były niesamowicie przestraszone i głodne. Uwolniłem je i tak właśnie pod moją opieką znalazło się blisko tuzin dżala. Dowiedziałem się od jednego z nich, że porywacze Mili udali się do Charoscuro.

View
Przebudzenie Zmierzchu
Opowieść Talisa: dzień 1
Dzień pierwszy

Obudziłem się w pogrążonej w mroku komnacie grobowca. Przed oczami majaczyły mi się niezrozumiałe obrazy, pełne obcych, a jednocześnie dziwnie znajomych twarzy. W rękach trzymałem amulet zerwany z kamiennego postumentu. Osadzony w nim kamień mienił się ciepłymi perłowymi barwami. Wiedziony dziwnym przeczuciem założyłem go na szyję.

Zrozumiałem, że byłem uwieziony w starożytnym grobowcu. Ostatnie co pamiętałem to odgłos kamiennych wrót które zatrzasnęły się tuż przed twarzą przerażonej Mili. Komnata w której się znalazłem miała dwa wyjścia. Ciągnące się od nich korytarze łączyły kolejne sale, tworząc zamknięty pierścień, który zbiegał się po przeciwnej stronie pierwszej komnaty. Były w nich bogate stroje, ozdoby, biżuteria. Moja uwagę przykuła jednak niezwykle masywna broń wykonana z przypominającego złoto metalu. Zdawała się być zbyt ciężka aby ktokolwiek mógł nimi walczyć. Wykonane były za to z niezwykłym kunsztem i precyzją. Chwyciłem jeden z nich w dłoń. Na początku poczułem ogromny ciężar. Potem ciężar stopniowo znikał, aż broń zaczęła stanowić jedność z moją dłonią i całym ciałem. Czułem, jak esencja przesiąka przez moje dłonie i broń. Wykonałem zamach, kilka pchnięć, obrót. Broń zdawała się być jak dla mnie stworzona. Budziła się we mnie nie znana do tej pory siła.

nieznany_wr_g.jpg

Ze świeżo zdobyta bronią wróciłem do pierwszej sali. Wiedziałem, że muszę się wydostać na zewnątrz. Muszę odnaleźć kompanów.
Z boku sali dostrzegłem iluminujące się złoto inskrypcje. Wiedziałem, że były tu już wcześniej za to wtedy wydawały mi się tylko wyrytymi w kamieniu napisami. Teraz były jak żywe. Przed oczami pojawiło się widmo postaci w szatach, które przechodziły przez korytarz. Widma dotykały inskrypcji, które zamykały i pieczętowały kamienne wrota. Dotknąłem wypisanych na ścianie słów. Przez moje dłonie przepłynął strumień esencji. Drzwi prowadzące do bocznych korytarzy zamknęły się. Czułem, że jestem bliski uwolnienia się. Zajęło to chwilę zanim nauczyłem się posługiwać tym dziwnym zamkiem, ale kiedy kończyłem obsługa ich zdawała się być już intuicyjna.

Kamienne wrota otwarły się. Za nimi jednak nie było moich towarzyszy. Ruszyłem wzdłuż długiego korytarza prowadzącego na zewnątrz. Moją drogę zamknęły kolejne kamienne drzwi. Zza nich dochodziły odgłosy drapania i próby forsowania. Z boku drzwi wymalowane był znane już mi złote inskrypcje. Nie zastanawiając się długo dotknąłem ich znowu, a drzwi stanęły otworem. Z nieposkromioną furią w moja stronę nadbiegli trzej ubrani w poszarpane szmaty nieumarli. Dobyłem miecza. Byłem zaskoczony jaką łatwość sprawia mi walka z nimi, jak lekko złociste ostrze zatopią się w wysuszonych ciałach przeciwników. Kiedy ich ciała leżały już nieruchomo na posadzce, zamknąłem drzwi do grobowca. Nie chciałem, żeby ktokolwiek dostał się do środka. Z zewnątrz dochodziły odgłosy. Obawiając się o los przyjaciół pośpiesznie ruszyłem dalej.

Na zewnątrz oślepił mnie blask porannego słońca. Było przed południem. Zdałem sobie sprawę, że musiałem być nieprzytomny co najmniej dzień. Zauważyłem piaskowy żaglowiec z poszarpanym masztem, przykryty naniesionym przez wiatr piaskiem. Po towarzyszach nie było śladu. Dostrzegłem za to prowadzoną przez odzianą w pustynny strój postać, prowadzącą grupę około tuzina nieumarłych. Nieznajomy dostrzegł mnie i brązowym kosturem wskazał w moja stronę. Nieumarli zaatakowali. Nowo rozbudzona moc dawała mi nieznaną sprawność, która pozwoliła mi pokonać zajadłych przeciwników. Zostaliśmy w dwójkę ja i mężczyzna w chuście. Już pierwsze starcie pokazało, że to nie będzie łatwa walka. Udało mi się jednak wykorzystać moment nieuwagi przeciwnika i wytrącić mu broń z rąk. Pozbawiony broni mężczyzna przystał na moją propozycję rozejścia się. Pożegnał mnie słowami Bezcelowa łaskawość Anatemo. Przekażę wieści o twojej obecności mojemu Panu. Potem wziął kostur i ruszył w drogę.

Słowa mężczyzny dźwięczały w moich uszach. Anatema.Spojrzałem w swoje odbicie w ostrzu miecza. Na moim czole lśnił złocisty symbol zachodzącego słońca. Nie czułem się jednak przeklęty tak jak mnie uczono. Wiedziałem jednak że coś się zmieniło.

Kiedy zostałem sam zacząłem przeszukiwać obóz w poszukiwaniu śladów moich przyjaciół. Kawałek drogi od obozu znalazłem Kato, jego ciało bylo rozszarpane przez nieumarłych. W myślach przekląłem, że dałem odejść temu mężczyźnie. Mili nigdzie nie było.

View

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.