Zmierzch Południa

Rozdroża

Opowieść Talisa: dzień 9-10

Dzień dziewiąty, wieczór
ghost.jpg

Wieczór spędziłem w samotności. Miałem wiele do przemyślenia. Kiedy zachodziło słońce miałem wrażenie, że nie jestem sam. Na początku sądziłem, że Płacząca o świcie podkradła się znowu do obozu. Tym razem było to jednak coś innego. Instynktownie spaliłem okruch swojej esencji, a moje oczy zaczęły dostrzegać to co zazwyczaj jest ukryte. W świetle zachodzącego słońca zobaczyłem sylwetkę Amayi, usłyszałem również jej głos wymawiający moje imię. Była duchem. Była przerażona i samotna. Powiedziała mi, że po mojej ucieczce za mury, nekromanci wymordowali wszystkich pozostałych więźniów. Poczułem się winny. Zjawiła się Mila. Zapytała z kim rozmawiam. Ona nie widziała Amayi, powiedziałem, żeby dała mi chwilę. Odeszła obrażona. Amaya powiedziała, że przywódca armii nieumarłych zabrał Rawana i innych silnych mężczyzn gdzieś na południe.

Wróciłem do MIli, przeprosiłem ją za moje zachowanie i wyjaśniłem co się stało. Powiedziałem jej o Amayi, Rawanie i moim zamiarze ruszenia za armią nieumarłych. Moja przyjaciółka powiedziała, że wyruszy ze mną.

Noc była pełna snów. W dłoniach ściskałem znaleziony w ruinach amulet. Śniłem o różnych miejscach. Innych czasach. O złotych piaskach kiedy nie były jeszcze Złotymi Piaskami, o innym wielkim mieście na południu, w którym rozpoznałem Milczące Miasto, które kiedyś odwiedziliśmy. Wtedy jednak było pełne ludzi. O wieżach, wielu wieżach podobnych do tej w której widziałem golema, wtedy jeszcze sterczących na powierzchni, strzegących okolicy. Przebudziła mnie dopiero Mila.

Dzień dziesiaty, poranek

Przed wyruszeniem chciałem porozmawiać z Salisem. poprosiłem go, żeby zaopiekował się ludźmi i dżala. Kiedy opowiedziałem mu o tym co wydarzyło się w mieście, nie chciał mi uwierzyć, potem był na mnie wściekły z żalu nad stratą rodziny i bezsilnością. Raz jeszcze udało mi się pogodzić z przyjacielem. Ciężko mi było na sercu widząc jak moja przemiana oddala nas od siebie. Nie rozumiał tego co się ze mną dzieje. A ja chciałem, żeby widział we mnie dawnego Talisa.

Rozstaliśmy się w przyjaźni. On i ludzie ruszyli do Babaru. Na pożegnanie wyściskałem wszystkie dżala. Trudno było się z nimi rozstać. Ja i Mila ruszyliśmy w naszą dalszą podróż.Do Milczącego Miasta. Choć najpierw do starożytnej wieży po zapasy.

Comments

Warenhari Wasillissa

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.